Tutaj jesteś: Strona główna > Blog > Wojciech Kazanecki
BLOG
13 sierpnia 2010, 18:04
Neverending story…
Temat „polskich obozów koncentracyjnych” i walka z tym pojęciem przez polskie służby dyplomatyczne jest już dość szeroko opisany w polskiej prasie. Tym niemniej za każdym razem, gdy spotykam się z tym określeniem, to trafia mnie szlag.

Najnowszy (jedynie w znaczeniu takim, że zapoznałem się z tą książką ostatnio, nie chodzi o datę jej publikacji) przykład to opowiadanie napisane przez Alistaira MacLeana w 1981 r. pt. „Rzeka śmierci” (River of Death), które przeczytałem w oryginale podczas wakacyjnego wypoczynku. Krótka historia (128 s.) pogoni za zaginionym Złotym Miastem w amazońskiej puszczy, gdzie celem rzeczywistym jest schwytanie nazistowskiego zbrodniarza, generała von Manteuffla. Czyta się to bardzo dobrze, MacLean potrafi pisać w bardzo specyficzny, nie pozbawiony ironii sposób, a jednak w dwóch miejscach tej powieści można się zirytować. Chodzi rzecz jasna o przedstawienie II wojny światowej i relacji sprawcy – ofiary.

Pomijam już fakt, że oprócz niemieckojęzycznych nazwisk oraz pisania czasem Guten Abend, czy tego, że wspomniany jest Berlin czy Wilhelmshaven jako miejsca akcji, w zasadzie po lekturze tej książki można odnieść wrażenie, że sprawcami zła podczas drugiej wojny światowej byli jacyś bliżej nieokreśleni „naziści” nie posiadający ściśle określonej narodowości. Istotniejsze jest użycie w dwóch miejscach stwierdzeń, które budzą mój sprzeciw.

Na stronie 63 pada określenie (przytoczę w oryginale, myślę, że tłumaczenie jest zbędne) „taking most of his hard cases with him – Nazis, renegade Poles, renegade Ukrainians. As fine a collection of war criminals as you’ll ever meet”. Wynika z tego, że zło podczas wojny zostało uczynione głównie rękoma nazistów, polskich i ukraińskich zdrajców. Niemców na horyzoncie nie widać. Za to Polaków i Ukraińców – jak najbardziej.

Z kolei na stronie 115 pada znane już „Inspector General and Assistant Inspector General of the North and central Polish concentration and extermination camps (…)”. Znów – wspomniany wyżej von Manteuffel był nadzorcą polskich obozów koncentracyjnych.Powie ktoś, że się czepiam, że przecież z nazwiskiem von Manteuffel nie można być wziętym za Polaka, że każdy wykształcony człowiek zna przecież historię itp. A jednak, rozmawiając z Anglikami i nie tylko, łatwo się przekonać, że nasze przekonanie o tym, że wojna zaczęła się 1 września 1939 wcale nie jest dla nich najważniejszą rzeczą, a znajomość historii mocną stroną w ogóle. A wakacyjna lektura takich książek może sprawić, że w świadomości czytających ugruntuje się przekonanie, że to Polacy byli głównym źródłem zła, jakie dokonało się kilkadziesiąt lat temu. Pisałem o tym kiedyś w kontekście Związku Wypędzonych TUTAJ.

Powstaje pytanie, jak to się dzieje, że MacLean, człowiek bez wątpienia oczytany, mający stosowną wiedzę historyczną, dorobek sytuujący go w szeregi znanych i uznanych twórców na Zachodzie, napisał to w taki właśnie sposób.Być może pewnym wyjaśnieniem jest kontekst zimnowojenny i rywalizacja Wschód - Zachód? Niemcy byli już wówczas "po jasnej stronie mocy".

Mam w swoich materiałach dodatkowo artykuł naukowy autorstwa Nialla Fergussona, znanego brytyjskiego historyka, uznanego za jednego z bardziej wpływowych myślicieli zachodnich. Styl podobny, choć nie chcę go cytować z pamięci, więc póki co powstrzymam się z komentarzem. Ale jak wpadnę na niego przy okazji porządków w swoich dokumentach, to go dodam, jako kolejny przykład.

I tak książka, która miała być jedynie dodatkiem do wylegiwania się na plaży, stała się powodem kolejnego wpisu na DS.24.

PS: Przepraszam za zdecydowanie zbyt długą przerwę w pisaniu. Niestety, mimo szczerych chęci, nie mogę obiecać, że to się nie powtórzy, choć będę się starał pisać jak najczęściej. Pozdrawiam!
Wojciech Kazanecki

KOMENTARZE
1.
13 sierpnia 2010, 18:18
A może by pana Alistera po prostu pozwać do sądu - oczywiście za pośrednictwem polskich służby dyplomatycznych?
2.
13 sierpnia 2010, 21:24
Wojciech Kazanecki:
Przepraszam za zdecydowanie zbyt długą przerwę w pisaniu. Niestety, mimo szczerych chęci, nie mogę obiecać, że to się nie powtórzy, choć będę się starał pisać jak najczęściej. Pozdrawiam!
Również pozdrowienia! A co do wpisu - widać, że podróże faktycznie kształcą :-)
3.
13 sierpnia 2010, 22:39
Pan Marek Natusiewicz
To chyba niemożliwe - zmarl w 1987roku w Monachium - ( to też troche rozjaśnia sprawę)
Pan Wojciech Kazanecki
Za dużo prawdy historycznej bym się nie spodziewala po autorze sensacyjno- kryminalnej literatury -trochę "taśmowo" pisanej - w ciągu 30 lat ponad 30 książek i parę scenariuszy filmowych.
Udał mu sie debiut "H.M.S.Ulisses" - reszta jest różnie oceniana - na wakacje rewelacyjne!
4.
14 sierpnia 2010, 09:39
Ad. Pan Marek:Pani Pola (kom. nr 4) ma rację, autor zmarł w 1987 r. więc pozew raczej nie ma sensu. Moim zdaniem bardziej sensowna byłaby akcja w stylu "Taka była historia" oparta o projket strony internetowej, Twittera, facebooka i innych, gdzie wyjaśniano by rzeczywiste wydarzenia i prostowano wszelkie nieścisłości i przekłamania. Oczywiście, po angielsku, bo po polsku nie ma to sensu (po co przekonywać przekonanych?). To moim zdaniem interesujący pomysł na projekt, który wsparty autorytetami z dziedziny historii (choćby znany za granicą Davies) mógłby zaistnieć w sieci.

Ad. Tomek:Tak, podróże kształcą, a obserwacje zachowań naszych rodaków (w tym ich potyczek językowych z miejsowymi) - bezcenne. :-)

Ad. Pani Pola - zgoda, to Maclean to nie był żaden historyk, ale jednak był żołnierzem, przeżył tamtem okres, więc ciekawi mnie dlaczego w tak nierówny sposób to opisał. Poza tym, zależy mi, żeby takie drobiazgi wychwytywać i piętnować, choćby na blogu. Idealnie byłoby to zrobic w ramach projektu, o któym pisałem wyżej.

Pozdrawiam i dziękuję za komentarze.
5.
14 sierpnia 2010, 11:03
Oczywiście zgadzam się, że określenie "polski obóz koncentracyjny" i jego pochodne są dla nas krzywdzące. Natomiast jednym z podstawowych założeń kryptografii jest założene, że koszty nie powinny przekroczyć zysków, np. szkoda wydać kilka milionów na system chroniący hasło bankowe do konta na którym mamy złotych kilkaset. W przypadku walki o "polskie obozy" myślę, że warto rozważyć podobną kwestię. Zastanawiam się, z jaką uwagą i świadomością odbierana jest ta zbitka językowa przez ludzi z zagraniczy, jaki ma wpływ na ich późniejszą wiedzę w temacie II wojny światowej, czy warto poświęcać na to uwagę, ewentualnie jakieś dodatkowe koszta?
6.
14 sierpnia 2010, 11:25
Cytat:
(...) Moim zdaniem bardziej sensowna byłaby akcja w stylu "Taka była historia" oparta o projket strony internetowej, Twittera, facebooka i innych, gdzie wyjaśniano by rzeczywiste wydarzenia i prostowano wszelkie nieścisłości i przekłamania. Oczywiście, po angielsku, bo po polsku nie ma to sensu (po co przekonywać przekonanych?). To moim zdaniem interesujący pomysł na projekt, który wsparty autorytetami z dziedziny historii (choćby znany za granicą Davies) mógłby zaistnieć w sieci.
Pomysł znakomity. Pierwszy krok - Norman Davies. To od niego się zaczyna...
Aczkolwiek mam niejakie wątpliwości...
7.
14 sierpnia 2010, 11:30
Cytat:
Oczywiście zgadzam się, że określenie "polski obóz koncentracyjny" i jego pochodne są dla nas krzywdzące. Natomiast jednym z podstawowych założeń kryptografii jest założene, że koszty nie powinny przekroczyć zysków, np. szkoda wydać kilka milionów na system chroniący hasło bankowe do konta na którym mamy złotych kilkaset. W przypadku walki o "polskie obozy" myślę, że warto rozważyć podobną kwestię. Zastanawiam się, z jaką uwagą i świadomością odbierana jest ta zbitka językowa przez ludzi z zagraniczy, jaki ma wpływ na ich późniejszą wiedzę w temacie II wojny światowej, czy warto poświęcać na to uwagę, ewentualnie jakieś dodatkowe koszta?
A o jakie koszty chodzi ???
8.
14 sierpnia 2010, 13:50
@Marek Natusiewicz
Te koszta są oczywiście w tym wypadku bardzo małe - powiedzmy obrażony redaktor, który uważa że wszystko wie najlepiej, a tu ktoś go poprawia plus praca kilku osób, którzy śledzą tego typu wpadki i prostują plus ewentualnie jakieś koszty sądowe, gdyby nie dało się inaczej dochodzić racji. To jest plan minimum, w przypadku gdy tylko prostujemy.
Prewencja w postaci akcji informacyjnej byłaby droższa, chociaż pewnie też nie poszłyby na to jakieś "kokosy".
Teraz trzeba zastanowić się jakie mogą być ewentualne efekty tego prostowania, edukowania. Lepszy wizerunek? Więcej turystów? A może po prostu kolejna informacja, na którą nikt nie zwróci uwagi?
9.
16 sierpnia 2010, 16:22
Panie Tomaszu,

Ja uważam, że ma Pan rację w obliczeniach (komentarz nr 8) - koszty finansowe rzeczywiście byłyby niewielkie. A zyski?Tego typu akcja, w połączeniu z sensownie poprowadzoną akcją promującą nasz kraj (nie czas na szczegóły, ale moim zdaniem tego typu działań też brakuje, a prezydencja Polski w UE się zbliża) mogą - choć w niewielkim stopniu, ale zawsze - kształtować bliższy prawdzie obraz historyczny Polski. Moim zdaniem w tej mierze jest wiele do zrobienia, bo z górą przez czterdzieści lat Polska była wpisana w zimnowojenną logikę podziału świata i nie miała możliwości samodzielnego kreowania swojej polityki i tym samym swojego wizerunku. Zachód był prawdziwie odcięty od naszego kraju w sensie zdobywania wiedzy o nim, więc z koniecznosci niajako Polska to kraj, na który wiele osób z zewnątrz patrzy przez pryzmat stereotypu. Jednym z nich jest nasz udział w IIwojnie światowej - kiedy my jesteśmy dumni z naszych Sił Zbrojnych, w wielu miejscach można usłyszeć o polskich obozachj koncentracyjnych, a nie np. o szyfrantach, którzy rozmontowali Enigmę. Ten wątek możnaby ciągnąć jeszcze długo.
Uważam, że mamy prawo i obowiązek dbać o nasze dobre imię, bo nikt tego za nas nie zrobi. W ten sposób mamy możliwość dbać o swój mądrze pojmowany partiotyzm.
Pozdrawiam!
10.
16 sierpnia 2010, 17:14
Prawo? OBOWIĄZEK !
11.
16 sierpnia 2010, 20:45
Uważam, że mamy prawo i obowiązek ...
Jedno i drugie. Pozdrawiam Panie Marku!
12.
16 sierpnia 2010, 23:27
Pana pomysł jest godzien uwagi i wdrożenia do praktyki, ale.... Zanim zaczniemy pouczać świat, jak było naprawdę, najpierw przekonajmy siebie, Polaków, bo z tym są pewne poważne problemy. Osobiście jestem zdania, że jeżeli najpotężniejszy dziennik okrągłą rocznicę Powstania Warszawskiego będzie "czcił" tekstem o zbrodniach żołnierzy AK na Żydach, rocznicę Bitwy Warszawskiej będzie "czcił" stwierdzeniami w stylu "patriotyzm jest niczym rasizm", a na forach będą królować stwierdzenia, że Hamas robi to samo co AK w czasie wojny - to niestety, ale świata nie zwojujemy.
13.
17 sierpnia 2010, 07:16
Ad Infobroker:
Pełna zgoda, taki projekt miałby też istotny walor "wewnętrzny". Podane przez Pana przykłady pozostawiam bez komenatarza, bo nie ma nic więcej do dodania. Pozdrawiam!

DODAJ KOMENTARZ
Aby móc komentować wpisy na blogach, należy się zalogować.
Jeżeli nie masz jeszcze swojego konta, rejestracja na Dolnoslazacy.pl zajmie Ci 30 sekund.
AUTOR
Doktor nauk o polityce (2009). Prezes Dolnośląskiego Ośrodka Studiów Strategicznych (www.doss.wroclaw.pl). Wykładowca Międzynarodowej Wyższej Szkoły Logistyki i Transportu we Wrocławiu.
ARCHIWUM BLOGA
PnWtŚrCzPtSbNd
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031
KOMENTOWANE
CZYTANE
KOMENTOWANE
CZYTANE
© 2007-2010 T. Styś & B. Śpionek. Wszelkie prawa zastrzeżone. Powered by JamnikCMS.